
O narcyzie Radku Sikorskim, który chce być prezydentem, o gangsterce w polityce i przebijaniu kolan gwoździami, o okładaniu się kłonicami z Grzegorzem Schetyną, o Arabie z Casablanki sprzedającym fałszywe skóry wielbłąda i o karierze w Hollywood z Joachimem Brudzińskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawiają Anita Werner (TVN 24) i Paweł Siennicki
Pan coś ćwiczy?
Kiedyś trenowałem judo, ale teraz dużo siedzę. Prowadzę samochodowy tryb życia.
Sądząc po Pana medialnych występach, to chyba potrafi Pan przywalić.
To nie ja. Nie ma we mnie agresji fizycznej, mam się za wyjątkowo łagodnego faceta.
To bardzo ciekawe. W swoich występach medialnych zachowuje się Pan jak gangster, który wbija gwoździe w kolana.
Mylicie się. Jestem nastawiony na miłość i pokój.
Rzeczywiście. Ma Pan w sobie coś z boksera.
Kiepsko kombinujecie. Internauci piszą też, że jestem "chamem" albo "PiS-owską świnią". Sikorski jest narcyzem i chce być prezydentem. Dziś jest pacynką Schetyny w sporze z Kaczyńskim, ale gdy przestanie być potrzebny, zostanie odstrzelony
No i po co to Panu?
Przed polityką byłem marynarzem, pływałem na trudnych akwenach. Morze uczy pokory, zahartowało mnie.
Morze zrobiło z Pana twardziela?
W polityce nie można być miękkim.
Dlatego chce być Pan wyrazisty, bo wokół Pana są same miękkie wafle?
Muniek Staszczyk śpiewał kiedyś, że dla niego "Kwaśny Olo" był i zawsze będzie leszczem. Nie ma już "Kwaśnego Ola", ale jest wielu leszczy.
Leszcze są też w PiS-ie?
Oczywiście.
A gdzie jest ich najwięcej?
W Platformie Obywatelskiej.
Donald Tusk jest leszczem?
Nie jest leszczem, dlatego że okazał się skuteczny. Potrafił poprowadzić partię do zwycięskich wyborów.
Jarosław Kaczyński mówi, że Donald Tusk do dziś przeżywa porażkę w wyborach prezydenckich.
I ma rację, ale ja jestem tylko bosmanem. Nie wypada mi krytykować kapitana innego statku (śmiech).
Grzegorz Schetyna jest leszczem?
On akurat nie. Potrafi utrzymać swoją partię w ryzach.
Nie chciałby Pan stłuc Schetyny?
Miałbym się okładać kłonicami z Grzegorzem Schetyną?
To byłaby walka stulecia.
Chciałbym otłuc Schetynę, ale w wyborach.
Jak mówią do Pana koledzy ?
Większość Joachim , ale ci ze Śląska nazywają mnie Achim. Michał Kamiński mówi na mnie Joe.
Joe? To czeka Pan aż Hollywood się o Pana upomni?
Nie żartujcie. Jestem spełnionym mężem, ojcem i politykiem.
Ryszard Czarnecki ma wystąpić w filmie w obronie polskiej wódki.
Kibicuję mu, ale jego reżyser jest dla mnie politycznie podejrzany, bo kiedyś wściekle atakował Republikanów.
Czym Czarnecki się zasłużył, że przyjęliście go do PiS-u?
Ma świetne pióro.
To wystarczy?
Wielokrotnie dzielnie stawał w obronie PiS-u.
Może też uchodzić za wzorzec metra koniunkturalizmu.
Dla mnie jest wzorcem skuteczności.
Tracicie tę skuteczność. PiS jest dziś partią zakonu PC.
Nieprawda. Wygraliśmy wybory, bo stworzyliśmy partię o różnych skrzydłach.
I straciliście je.
Absolutnie nie. Straciliśmy kilku polityków, ale nie skrzydła.
Dlaczego macie taką złą passę?
To przez was. Przez dziennikarzy. My wciąż jesteśmy partią antyestablishmentową.
Czego nie wiemy jeszcze o Pańskich kolegach, a co powinniśmy wiedzieć?
Może tego, że w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego jest mnóstwo ludzi ideowych.
Dowiedzieliśmy się niedawno, że Zbigniew Ziobro był małym podrywaczem.
Próbujecie mnie wciągnąć rozmowę na temat zalet przedszkolaka Zbyszka. Nie wiem, czy świetnie tańczył na kinderbalach.
Coś mu dziś z tego zostało?
Nie jestem z nim w zażyłych stosunkach. Ale wiem, że ataki na mnie mają się nijak do tego wszystkiego, co spotyka Ziobrę po dwóch latach bycia ministrem sprawiedliwości.
Jest zahukany?
Czynienie przez przeciwników politycznych zarzutu wobec Ziobry, że był kwintesencją zła ostatnich dwóch lat rządów PiS, jest czymś skrajnie nieprzyzwoitym.
Jan Rokita może odnaleźć się w PiS-ie?
Gdyby Rokita trafił do PiS-u i byłoby to szczere, byłby znacznym wzmocnienie partii. Tylko jest pytanie: czy Rokita jest w stanie grać zespołowo.
I jaką ma Pan odpowiedź?
Nie jest w stanie. Rokita jest solistą.
PiS miałby dla niego jakąś ofertę?
Byłby znakomity w pracach programowych.
I co ?
Nie stać nas na płacenie 50 tysięcy miesięcznie.
Nelli Rokita okazała się dobrą inwestycją?
Z punktu widzenia politologicznego jest wtopą. Ale sam widziałem, jak przyjmuje ją prawicowy elektorat. Jest dla wielu ludzi gwiazdą.
A dla Pana jest wtopą?
Skoro pytacie o nią, to ten transfer był dla nas korzystny.
Kim dla Pana jest dzisiaj Kazimierz Marcinkiewicz?
Gdybym powiedział, że nikim, to bardzo brzydko by zabrzmiało. Jest kimś naprawdę nieistotnym.
Sam był nim Pan zafascynowany.
Trwało to na szczęście krótko. Byłem zadziwiony skutecznością jego PR. Ale teraz wiem, że Marcinkiewicza stworzył Konrad Ciesiołkiewicz.
Dziś Marcinkiewicz nie zostawia suchej nitki na PiS-ie.
To kabotyńska postawa człowieka, który wszystko sensie politycznym zawdzięcza PiS-owi.
Słuchamy.
Kazimierz Marcinkiewicz stabloidyzował się. Te zdjęcia na rękach Agaty Wróbel czy te spacerki Kazia po Warszawie z zarzuconym sweterkiem na ramionach i z koszulką ze spinkami, włożoną w dżinsy. To mnie śmieszy.
Marcinkiewicz jest leszczem?
Chętnie bym takiego określenia użył, gdyby nie to, że był premierem.
Czyli co mu się stało?
Zaszkodziły mu flesze aparatów fotograficznych.
Teraz nudniejszy fragment rozmowy. Kiedy był Pan ostatnio dumny z premiera Tuska?
Gdy z prezydentem w Brukseli wspólnym głosem mówił o sytuacji w Gruzji. Gdyby nie ci wszyscy leszcze wokół Tuska, którzy mu tam do ucha plotą, to nasza kohabitacja wyglądałaby zupełnie inaczej.
Przeszkadza w tym Radek Sikorski?
Tusk za chwilę będzie miał z nim problem. Przerost ambicji Radka spowoduje perturbacje, jakie wcześniej Platforma miała z Rokitą. Tyle że Rokita to wielki potencjał intelektualny, a Sikorski niesie za sobą tylko niesamowity potencjał egocentryzmu i politycznego narcyzmu, a żadnej treści.
Radek Sikorski jest narcyzem?
Wielkim. To skoczek, który przeskakiwał z jednej formacji prawicowej do drugiej.
Jakie są jego ambicje?
Chce być prezydentem.
O, i wysadzi z fotela Donalda Tuska?
Przy całej mojej krytycznej ocenie Radka nie uważam go za półgłówka. Chyba zdaje sobie sprawę, że dziś jest pacynką Schetyny, która jest potrzebna w sporze z Lechem Kaczyńskim. Dlatego jest tolerowany. Gdy przestanie, będzie odstrzelony w kosmos.
Do czego jest potrzebny w sporze z prezydentem?
Sam przyznał, że zrelacjonował kolegom rozmowę z prezydentem. To jest właśnie psucie państwa. Takie rzeczy może zrobić tylko ktoś o skrajnie chwiejnej osobowości albo wręcz niebezpieczny dla Polski, bo zatopiony w egocentryzmie.
To kim jest Sikorski?
To polityk, który własny interes polityczny i karierę stawia wyżej niż dobro publiczne. Szczególnie miałem takie wrażenie podczas negocjacji z Amerykanami w sprawie tarczy antyrakietowej. Moim zdaniem mamy do czynienia z politykiem nieodpowiedzialnym.
Dlaczego?
Można nie lubić Lecha Kaczyńskiego, ale nie można podważać autorytetu pierwszego człowieka w państwie i to w wymiarze międzynarodowym.
Pan go wyjątkowo nie lubi.
Wyjątkowo niekulturalnie zwrócił się do moich koleżanek klubowych - Nelli Rokity i Joli Szczypińskiej. A niepokoi mnie, że roztaczał parasol ochronny nad funkcjonariuszami WSI. Zresztą nie on jeden.
Kto jeszcze?
Zobaczcie, jak nerwowo na próby wyjaśnienia kontaktów z oficerem WSI reaguje marszałek Komorowski. Traci nerwy.
Dlaczego?
Chcę wierzyć, że Bronisław Komorowski jako minister czy wiceminister obrony narodowej nie wiedział o zaangażowaniu WSI w tworzenie mafii paliwowej.
Znajomi w Szczecinie mrugają jeszcze do Pana okiem?
Co to znaczy mrugają?
Puszczają oczko. Kiedyś mówili: "Panie ministrze".
Przestańcie. Jestem normalnym skromnym facetem. Chodzę tymi samymi ścieżkami z tymi samymi kumplami po Beskidzie Sądeckim, z którymi łaziłem 20 lat temu. Leczę z nimi wszystkie swoje polityczne frustracje najlepszym na świecie żurkiem w schronisku na Cyrlej.
Umiejętności technika nawigatora przydają się w górach?
Na pewno. Kiedyś mój bardzo dobry kolega ze Szczecina podprowadził ojcu mundur wykładowcy Akademii Morskiej. Poszliśmy w środku zimy na Jaworzynę Krynicką, a ten wariat się przebrał w mundur. I jak szli turyści, wylazł zza drzewa i zapytał którędy do portu, bo wczoraj trochę zabalował. Powinniście zobaczyć ich miny.
Nie chciałby Pan wrócić na morze?
Trafiłem na statek przez książkę Karola Olgierda Burchardta "Znaczy kapitan". Jakbyście przeanalizowali, skąd są studenci Akademii Morskiej w Szczecinie, to zobaczycie, że chłopaków ze Szczecina czy Świnoujścia jest niewielu. Oni najlepiej wiedzą, jakim shitem jest praca na morzu. Mnie Afryka nie kojarzy się z kurortami, tylko kurzem i muchami, które mnie gryzły. I z Arabem, który mi sprzedał skórę w Casablance. Miała być z wielbłąda, a farba zeszła na wysokości Zatoki Biskajskiej. Niech go szlag! (śmiech).